Izmael
(Dawniej)
Gdy skrzydła miałeś poszarzałe
Z troski że musisz stać nade mną
I kiedy noc mnie otaczała
Bo brnęłam bez wytchnienia w ciemność
(Wtedy)
Kiedy na stole mego życia
Brudne kieliszki się walały
A od obcasów zbyt wysokich
Stopy zmęczone uciec chciały
(I gdy)
Z wysoko podniesionym czołem
Wkładałam maskę błaznowania
By ukryć gdzieś pod uśmiechami
Nad sobą ból rozczarowania
(Byłeś)
Czekałeś i wierzyłeś we mnie
Kładłeś mi rękę na ramieniu
Patrzyłeś na to jak się miotam
W bezsennych nocy udręczeniu
(Trwałeś)
W nadziei że się kiedyś ocknę
Zechcę Twych skrzydeł wybielenia
Ale nie pudrem lżejszych grzechów
Lecz łaską serca nawrócenia
(Myślę)
Że niezawodna Twoja wiara
I nieustanne Twe czuwanie
Były zaczynem mojej zmiany
Może to Ty ją wybłagałeś
(Dzisiaj)
Kiedy nade mną pochylony
Kołdrą okrywasz mnie z piór białych
Aniele mój chcę podziękować
Że nie zmęczyło Cię czekanie
(Teraz)
Patrzę na miękki puch Twych skrzydeł
(Nie ma już na nich śladów z kurzu)
I nie wypuszczam już Twej dłoni
Pocieszycielu mój i Stróżu

Komentarze
Prześlij komentarz