Effatha!
Gdy spotykasz na swojej drodze ludzi, którzy zachęcają cię, by próbować swoich sił, łatwiej ci podjąć decyzję. Ja potrzebowałam kilku takich osób, by się odważyć. Moją duchową przyjaciółkę poprosiłam: Pomódl się proszę, aby Bóg obrał mnie z moich uprzedzeń i myślenia, że to ma być moje malowanie – niech będę tylko naczyniem. I sama pomodliłam się jakoś tak: Panie, jeśli to ma być na Twoją chwałę, jeśli to pomoże komuś, jeśli te obrazy będą dla kogoś umocnieniem, ja wejdę w tę służbę. Ale przekonaj mnie dziś proszę, że to dla mnie. A potem najpierw sięgnęłam po kolor, którego szykując dzień wcześniej farby pomyślałam, że pewnie nigdy nie użyję: pomarańczowy. Płynęła modlitwa podczas Strumienia Łaski, a ja śpiewałam i malowałam. Najpierw ogień. Potem łąkę pełną kwiatów - różnorodnych, tak ja my jesteśmy różni, i pełną kolorów. Miałam w sercu przekonanie, że gdy w swojej różnorodności zbliżamy się do ognia Miłości Bożej, nie spalamy się, ale pozostajemy sobą, i w Nim jeszcze...