Namiot spotkania
Jeden z moich Braci ze wspólnoty napisał w mailu do mnie: „ wcale nie jest zasadą że cedrowa kapliczka daje większą bliskość, katedra w Toledo każe uklęknąć” – to stwierdzenie poprowadziło mnie do wspomnień i refleksji nad tym, jakim miejscem jest dla mnie kościół – jako budynek, nie Kościół jako instytucja. Bo przecież monumentalne budowle kościołów i ich wnętrza bywają niemal tak różne, jak emocje, jakie budzą. Wspomnienia przeniosły mnie do ferii zimowych w Rzymie kilka lat temu, gdzie zwiedziliśmy chyba wszystkie bazyliki większe, i kilka mniejszych. Niektóre porażały przepychem, złotem, bogactwem zdobień, ale... zupełnie nie miały (dla mnie przynajmniej) ducha. Wchodziłam do nich jak do muzeów, wcale nie miałam ochoty przyklękać i modlić się, ale jedynie rozglądać i podziwiać – ciekawe, czy powstawały pod wpływem Bożych natchnień, czy raczej "warsztatu" – moja wiedza w tym zakresie jest znikoma. Zapewne nie każdy twórca musiał się nawrócić, być może wielu z nich wykon...