Ósmy raz


 

Po drabinie
Utkanej z potknięć
Wspinam się ku Tobie
Przyciąga mnie
Twoje spojrzenie
Pełne akceptacji
Wiem że tęskniłeś
Gdy znowu odeszłam
By pobyć chwilę w świecie
Pełnym szarości
I kurzu zaniedbania
Zmarnowanych okazji
Przegapionych szans
Pozornego blasku
I blichtru świecidełek
Wracam więc
Po drabinie 
Utkanej z potknięć
Znowu w Twoje ramiona
Wzruszona tą tęsknotą
O której mi mówisz
I słodyczą spotkania
Prosząc byś zechciał
Przyjąć mnie
Marnotrawną
Siedemdziesiąty
Ósmy raz

22-23.10.2022


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak kromka chleba

W gałęziach

Jesieniara