Jak zaufać?....
Jak to jest iść w zaufaniu? Jadąc na ostatni Strumień Łaski znowu byłam pełna wątpliwości. Opowiadałam o nich bliskiej mi osobie mówiąc, że Bóg potwierdza jej wybraną posługę, zapraszając do kolejnych przestrzeni w aktywności, a ja wciąż nie mam pewności, czy to nie ja sama wybrałam to malowanie i czy to nie mój plan realizuję, zamiast Bożego. Mówiłam też o tym, że malowanie podczas Strumieni wymaga jeszcze większego zaufania – bo gdy prowadziłam modlitwę uwielbienia, miałam chociaż Słowo, którego mogłam się uchwycić, dostawaliśmy je także podczas posługi malowaniem na warsztatach i zjazdach Szkoły Uwielbienia, a tu… zupełnie nic! Usłyszałam słowa otuchy i zapewnienie, że widać moje powołanie w tych obrazkach, które już powstały; ale ja wciąż modliłam się o wyraźny znak, prosząc Boga: jeśli to naprawdę jest od Ciebie, niech znajdzie się dzisiaj osoba, która zechce kupić mój obraz – po co malować obrazki, które mają podpierać półki?
A w homilii ks. Marcin jakby
słyszał moje wątpliwości – mówił o tym, jak często prosimy Boga o
potwierdzenia, jak brak nam zaufania – już czułam, że to odpowiedzi na moje
pytania, i że Bóg słyszy i zna mnie, treść homilii była tak bardzo spójna z
naszą rozmową z auta w drodze do kościoła...
Potem stanęłam przed pustą
sztalugą z kolorami, które od jakiegoś czasu noszę w sercu: turkus i srebro.
Nawet poprosiłam o tubkę ze srebrną farbą. Poczułam, że ten obraz ma mieć białą
ramkę, więc okleiłam na początek podobrazie taśmą, i czekałam. Powiedziano, że
za chwilę zgaśnie światło. Pomyślałam: no to całkiem hardcore! Mamy malować po
ciemku?! A może w ogóle dziś nie malujemy, tylko nam nie powiedziano… Wtedy dostałam
do ręki małą latarkę.
Kiedy zaczęła się modlitwa
poczułam, że - tak jak w kościele – na obrazie ma zapaść ciemność. Najpierw
przekonanie, że w lewym dolnym rogu ma być całkiem ciemno. Zaczynałam mieszać
kolory, gdy wyłaniała się w sercu dalsza część: w tej ciemności ma być serce, a
nim szopka. O, nie ma mowy, to się nie uda. Ja nie umiem namalować szopki! A
serce? Czerwień w ciemności? Nie może się wybijać, to nie o to chodzi. Serce ma
być przybrudzone grzechem, także ciemne. Ks. Marcin powiedział, że Duch Święty
dzisiaj zaprasza, abyśmy w sercach przygotowali szopkę dla mającego się
narodzić Dzieciątka. Tak, to było moje kolejne potwierdzenie – myśli, które do
mnie przyszły, były spójne z tym, co właśnie usłyszałam, mogę próbować iść w
tym kierunku! Nawet, jeśli wciąż nie wiem, jak namalować szopkę… A potem
modliłam się, słuchałam, niósł mnie piękny śpiew i powstające nowe pieśni. Przechylone
serce, jak nasze potłuczone życia, a w nim trochę brązów i coś, co miało być szopką.
Pusto w niej… cały obraz ciemny, a w szopce biała plama tła, którego nie umiem
wypełnić. Może coś na kształt żłóbka chociaż?… Może teraz trochę jasnej farby,
i coś jakby postaci… może odcień ciemniej – jakieś cienie, żeby tym postaciom
nadać jakiś wymiar? Dzieciątko w żłóbku. I światło – złote światło chwały Bożej,
skierowane na to przybrudzone grzechem serce i na miejsce, które mimo wszystko
w nim szykujemy, oczekując na ten nadchodzący moment Narodzenia. Latarka gasła
mi, zapalała się znowu, znowu gasła. Nie do końca widziałam, co maluję – tak
jak mi powiedziano – malowanie stało się moją modlitwą, pociągnięcia pędzla
zgodne z rytmem pieśni, modlitwy, serca. Czułam ogromną wdzięczność patrząc na
efekty końcowy. Tak, to całkiem nowe uczucie – być zadowolonym patrząc na to,
co powstało. Opowiedziałam o tym przekonaniu, które przyszło do mnie gdy
malowałam: że trzymamy się często kurczowo tego, że przez grzech nie jesteśmy
godni, a przecież On powiedział, że chce się narodzić dla każdego z nas, i
każde z serc wypełni Swoim Światłem.
A potem padło pytanie: Czy ktoś
już go zarezerwował? Mogę go kupić? I rozdzwoniło mi się w sercu: Alleluja!
Dzięki Ci Boże, który odpowiadasz na moje prośby i potrzeby, który chcesz się
mną posługiwać nawet wtedy, gdy mam poczucie, że idę w zupełnej ciemności i
zupełnie Ci nie ufam! Dzięki Ci za to, że zapraszasz mnie do kolejnego kroku i
uczysz ufać Tobie, nasłuchiwać, i próbować malować nawet z tym przekonaniem, że
to się nie uda, że nie potrafię, że nie wyjdzie. Dzięki Ci za to, że te obrazki
mogą stać tuż obok Twojej Świętej Obecności, że są spod Twojej ręki i z Twojego
natchnienia! Dzięki Ci za to, że mogę nimi służyć innym, że nie maluję ich
tylko dla siebie! Dzięki Ci, Boże….

Komentarze
Prześlij komentarz